• Wpisów: 545
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 00:06
  • Licznik odwiedzin: 144 201 / 948 dni
 
szkotka
 
Szkotka: Wstyd

Wyobraźcie sobie, że macie dziecko. Dziecko.. wymodlone i wykochane całym sercem.. któremu poświęcacie mnóstwo uwagi, wychowujecie najlepiej jak się da, dając z siebie wszystko.

Mijają lata..

I oto stoi przed Wami Wasz dorosły syn lub córka.
Mężczyzna lub kobieta. Dobre, niegłupie i spokojne dziecko.
Niestety.. fatalny zbieg okoliczności (genów też) powoduje, że jest Ono.. nieatrakcyjne dla otoczenia / posiada przeciętny iloraz inteligencji, który pozwala mu jedynie na wykonywanie zwykłej, niezbyt ambitnej pracy. Równocześnie obserwujesz jak dzieci Twoich koleżanek zakładają rodziny. Są chciane i kochane. Często podziwiane za urodę lub (i) karierę.

Czy patrząc na swoje brzydkie, przeciętne dziecko.. czułbyś.. wstyd?

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    @blackberryswirl: Nie zostałam wychowana na opiekunkę.. Moja siostra ma swoją rodzinę, swój dom i to jest ta różnica.

    .. a ja z roku na rok coraz mniej chcę się wyprowadzić. Może któregoś dnia przestanie mnie to męczyć..
     
  •  
     
    @Szkotka: Nie chcę oceniać Ciebie ani Twoich rodziców personalnie, ale przez chwilę wyobraź sobie, że jakaś Twoja koleżanka mówi Ci, że nie może się wyprowadzić, bo opłaca rodzicom część/całość rachunków. Jeśli Twoja siostra nie musi się dokładać do domowego budżetu na tej samej zasadzie, to najpewniej zostałaś wychowana na perfekcyjną opiekunkę, którą trzyma w domu poczucie obowiązku. Dzieci nie robi się dla siebie, to autonomiczne byty. Moją pierwszą reakcją na to, że rodzicom byłoby ciężko było "no i co z tego?". Nie urodzili Cię po to, żeby podnieść sobie komfort życia. Ja sobie zdaję sprawę, że wyprowadzka to nie jest takie hopsiup. Jakbym drugi raz miała wynajmować u kogoś pokój i być współlokatorką to raczej bym spasowała. Ale niestety nie stajemy się młodsze - jeśli chcesz się kiedyś wyprowadzić, to z każdym mijającym rokiem będzie Ci trochę trudniej.
     
  •  
     
    @blackberryswirl: Ja dopiero gdzieś od ok. 2 lat nie płacę wszystkich rachunków w domu.. Moim rodzicom byłoby bardzo ciężko beze mnie.. Myślę, że kiedyś nie było mowy  o ewakuacji. Teraz.. z moją wypłatą i w moim wieku.. od początku ciężko zaczynać..
     
  •  
     
    Bardzo wolno się uczę nowych rzeczy, jestem znerwicowana i zawsze byłam w ścisłej czołówce najbrzydszych dziewczynek w klasie. Zastanawiam się, czy różnica między naszymi "przeciętnościami" nie pojawiła się dopiero w momencie, kiedy wyprowadziłam się od moich rodziców i nagle się okazało, że mogę robić wiele rzeczy po swojemu. Także to może nie być kwestia urodzenia się, tylko mocnego ciśnienia na ewakuacje. Oczywiście - ja jestem bardzo BARDZO wdzięczna moim rodzicom za to, że miałam spokojny, łagodny start w dorosłość, ale dużo rzeczy mi się nie podobało w domu rodzinnym, przy czym dopiero jakiś rok po wyprowadzce ogarnęłam, że w końcu nikt mnie kontroluje, nic nie muszę i mogę robić masę rzeczy, które kiedyś były nie do pomyślenia.
     
  •  
     
    @Szkotka: Dla mnie to jest jakiś kosmiczny problem. Moi rodzice to taka typowa klasa robotniczo-średnia. Mój stary tyrał na budowie, mama była nauczycielką w brzydkim, nierozwijającym się mieście. Kończyłam studia na smutnym, prowincjonalnym UŚ i mam dyplom inżyniera z Wyższej Szkoły Lansu i Baunsu. Myśląc o pracy, wyobrażałam sobie, że 2000 mi wystarczy na świetne życie. Za dzieciaka donaszałam ciuchy po dzieciach koleżanek mojej mamy i miałam problemy z jedzeniem, bo w domu żarło się brzydkie, monotematyczne jedzenie. Fakt, podróżowaliśmy sporo po Europie, ale na zorganizowane wycieczki zakładowe. Jeśli jechałam gdzieś sama, to spałam w pokoju milionosobowym w hostelu. Pierwszy raz w takim hotelu z prawdziwego zdarzenia spałam za własny hajs jak miałam jakieś 25 lat, że restauracje nie są takie drogie jak myślałam odkryłam w tym samym czasie.
     
  •  
     
    @Szkotka: Urodziłam się i żyję w innej "przeciętności"..
     
  •  
     
     
  •  
     
    @blackberryswirl:  I teraz pytanie co się stało - dlaczego moje "przeciętnie" oznacza coś innego niż Twoje "przeciętnie" - nie wiem dlaczego, ale wzruszyło mnie to zdanie..
     
  •  
     
    Bardziej smutek, ale chyba nie wstyd
     
  •  
     
    I dla mnie to była taka smutna przeciętność. Ja wiem ile zarabiają ludzie w tym kraju, mam świadomość że dużo rzeczy które sobie funduję to luksus, ale przeciętność jest względna. "Przeciętnie" wśród moich znajomych oznacza dość fajny standard życia, a są to ludzie z różnych środowisk i różnymi aspiracjami. I teraz pytanie co się stało - dlaczego moje "przeciętnie" oznacza coś innego niż Twoje "przeciętnie".
     
  •  
     
    @Szkotka: W moim komentarzu bardzo mi zależało, żeby nie odnosić się do Ciebie personalnie. Nawet teraz nie jestem na 100% pewna, czy pisałaś o sobie, czy jakimś hipotetycznym, abstrakcyjnym bycie. Sytuacja nie jest beznadziejna w tym sensie, że urwało Ci nogę albo toniesz w długach, ale beznadziejna dlatego, że (jeśli piszesz o sobie) to najwyraźniej czujesz się beznadziejnie. I cały czas zastanawiam się, jak rozumiesz "przeciętne życie". Miałam na studiach taką koleżankę, która była przefantastyczna i miała beznadziejnego chłopa, który w knajpie zamawiał jedno piwo na dwie szklanki. Nie dlatego że nie miał hajsu, ale ponieważ był sknerą. Kiedyś jak przyszło stypendium zabrałam ją na sushi. Potem dostałam screeny z kłótni z jej chłopem, że nie wiem co prawdziwe życie, sushi mi się zachciewa i uczę ją jakichś udziwnień.
     
  •  
     
    @blackberryswirl: Nie nazwałabym tego beznadziejnym położeniem - raczej bardzo przeciętnym życiem.
     
  •  
     
    @Szkotka: Nie jestem do końca przekonana, czy to ciągle jest robota rodzica... Skoro rodzic nie potrafił wyrobić zdrowego poczucia własnej wartości w dziecku kiedy było dzieckiem, to teraz już niewiele naprawi. Rozmawiałyśmy kiedyś o tym w wątku o terapii - cały czas uważam, że każda rodzina, obojętnie jak przeciętna, obojętnie jak "normalna", ma jakieś swoje skrzywienia, które oddziałują na dzieci. Jeśli dorosłe dziecko uważa, że jest w beznadziejnym położeniu, to znaczy że od długiego czasu było warunkowane tak, żeby o sobie myśleć w ten sposób. Trzeba zaakceptować, że nasi starzy coś zrobili źle i nauczyć się, jak to naprawić.
     
  •  
     
    @blackberryswirl: @Tooona: @blackberryswirl: @Tooona: Jak można przekonać swoje dziecko (jak "uzbroić" w poczucie własnej wartości) kiedy dawno przekroczyło 30-stkę, jest same, ma zwykłą robotę za grosze.. że jest cudowne i wyjątkowe?
     
  •  
  •  
     
    Abstrahując od tego, że dzieci nie planuję i pewno byłabym takim "japońskim", wymagającym rodzicem, to musiałabym mieć niewyobrażalnie toksyczne podejście, żeby tak bardzo skrzywdzić moje dziecko poczuciem własnej wartości na poziomie podłogi.
     
  •  
     
    Czulabym wstyd ze zawalilam wychowanie ze moje wspaniale cudowne wyjatkowe dziecko tak zle o sobie mysli